Ładowanie Wydarzenia
21
styczeń
sobota

„Dramma per Musica” / Georg Friedrich Händel i Antonio Vivaldi

21 stycznia 2023 @ 18:00 - 19:00

 

Zamek Królewski w Warszawie

Georg Friedrich Händel i Antonio Vivaldi 

Dramma per Musica

Program:

Georg Friedrich Händel (1685-1759)
Uwertura do opery Agrippina
Furie Terribill
z opery Rinaldo
Piangerò La Sorte Mia z opery Juliusz Cezar

Antonio Vivaldi (1678-1741)
Concerto g-moll na instrumenty smyczkowe i basso continuo RV 157
Allegro
Largo
Allegro
Sposa son disprezzata z opery Bajazet
Agitata da due venti
z opery La Griselda

Georg Friedrich Händel (1685-1759)
Koncert obojowy B-dur HWV 301
Adagio
Allegro
Siciliana
Vivace

M’adora l’idol mio z opery Tezeusz

Anna Mikołajczyk – sopran

Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej
Musicae Antiquae Collegium Varsoviense


Georg Friedrich Händel i Antonio Vivaldi to mistrzowie zarówno operowych partytur, rozpisywania fraz dedykowanych instrumentom i ludzkiemu głosowi, jak również natchnieni kompozytorzy wspaniale operujący w sferze muzyki orkiestrowej, genialnie oddając ducha swej epoki – Baroku, na pięcioliniach. A wszystko w rytm emocji i duchowych uniesień.

Można powiedzieć, że prowadzili styl życia leżący na przeciwległych biegunach. Vivaldi – ksiądz skupiony na swym powołaniu: duchowej pracy i muzyce, która uczyniła go nieśmiertelnym. To niemal zaprzeczenie stylu życia Händla, tak barwnie opisanego w przebojowej komedii Paula Barza o fikcyjnym spotkaniu Jana Sebastiana Bacha z Georgem Friedrichem Händlem, datowanym na 1747 rok (Kolacja na cztery ręce). Ot, dzisiaj powiedzielibyśmy celebryta, sybaryta, wręcz bon vivant. I tylko brakuje jednego w wypadku obu Mistrzów, tego, co łączy ich ponad wszelkimi różnicami. Byli geniuszami.

Patrząc dzisiaj na historię opery, trudno wyobrazić sobie ją bez händlowskich dzieł: Rinaldo czy Juliusza Cezara. W ich cieniu stoją liczne pozycje nie tak często trafiające na operowe afisze, jak te przywołane wcześniej, a których fragmenty – jak w wypadku uwertury do Agrippiny czy arii M’adora l’idol mio z opery Tezeusz, również zabrzmią w czasie koncertu. A warto pamiętać, że skatalogowane zostały 42 opery tego kompozytora, z których zdecydowana większość pierwszy raz zabrzmiała na królewskiej scenie w Londynie. Listę tę poszerza znacznie zbiór niedokończonych lub zachowanych we fragmentach dzieł operowych. Wiadomo również, że część jego oratoriów była wystawiana nie tylko koncertowo, ale i w formie zbliżonej do operowej. On sam bardzo poważnie podchodził do swojej pracy, bowiem siadając przed kartami papieru nutowego miał, jak sam mówił, misję, bowiem: Byłoby mi przykro, gdyby tylko udało mi się zabawić słuchaczy. Chciałbym uczynić ich lepszymi.

Nie inaczej jest z jego koncertem obojowym B-dur (HWV 301). To owoc miłości. Jakiej? Znamienne jest to, że historycy dowodzą, iż zachowana spuścizna koncertowa kompozytora to jedynie część tego, co stworzył, inne, liczne kompozycje zaginęły. Szczęśliwie to dzieło ocalało, co więcej należy do grona pereł tej formy w dorobku Mistrza. On sam nie krył, że lubił ten instrument i dzięki tej miłości przypisywał mu liczne partie solowe w oratoriach, operach, concerti grossi i sonatach. Co więcej, nie krył tej sympatii: Pisałem wtedy jak D-v (diabeł), ale głównie na obój, który był moim ulubionym instrumentem. Mało znanym faktem jest to, iż tak lubił obój, że nauczył się na nim grać od swojego nauczyciela, organisty Friedricha Zachowa. Znana nam spuścizna około 20 koncertów na instrument to głównie te stworzone z myślą o organach, do naszych czasów przetrwał tylko jeden skrzypcowy i właśnie trzy koncerty na obój (HWV 301, 302a i 287), których autorstwa nikt nie kwestionuje. Ostatni z nich jest najbardziej znany za sprawą transkrypcji na inne instrumenty. Warto wiedzieć, że kilka innych koncertów obojowych zostało przypisanych Händlowi przez muzykologów Friedricha Wilhelma Steina (teolog i muzykolog, nauczyciel m.in. Sergiu Celibidache) oraz Fulvio Cialdiniego (pianista, kompozytor i muzykolog) oraz jego brata, oboistę Sandro Cialdiniego. W tym gronie znalazły się trzy koncerty, prawdopodobnie mające swoje źródło w modyfikowanych ariach z oper Händla.

Opery, dzieła oratoryjne, jak i muzyka koncertowa to również spuścizna po Antonio Vivaldim. Włoch napisał prawie 60 koncertów ripieno, głównie na smyczki i bez eksponowania konkretnego instrumentu solowego, wszystko w duchu i stylu niezwykle bliskim sinfoniom z jego oper. Prezentowany tym razem koncert w tonacji g-moll opatrzony numerem RV 157, przetrwał zarówno w prywatnej kolekcji manuskryptów Antonio Vivaldiego, jak i jako pierwszy koncert w kolekcji Rękopisów Paryskich (przechowywany w bibliotece w konserwatorium paryskim) w kopiach wykonanych przez ojca Vivaldiego, Giovanniego Battistę (ok. 1655–1736). Ponieważ nie ma tu solisty, który przyciągnąłby uwagę, gatunek zwany też concerto a quatro pozostawiał kompozytorowi wysoki stopień swobody, dając jednocześnie wielkie pole do popisu całej orkiestrze. Pierwsza część zbudowana jest na figuraturze basu ostinato, na tym tle – jak słusznie zauważają badacze muzyki tego kompozytora – skrzypce wręcz tańczą ze sobą w ciągłym dialogu nad chromatycznym basem. Kontrapunktyczna druga część opiera się na przerywanym temacie bliskim formie fugi, który buduje intrygującą sieć dysonansów wprowadzając tak typowy dla Vivaldiego niepokój. Atmosferę tę zdaje się przerywać początek końcowej części, gdzie Vivaldi buduje napięcie poprzez szybkie pochody pasaży w dolnych rejestrach, ze szczególnym uwzględnieniem kontrabasu, jednocześnie nakładając na to synkopowane rytmy w partii skrzypiec. Jak często zauważa się, ten wspaniały finał tworzy nastrój podobny do burzliwej, ostatniej części (Lato) z Czterech pór roku Mistrza Vivaldiego. Nic dziwnego, że muzyka orkiestrowa Rudego Księdza (Il Prete Rosso – jak mawiano o Vivaldim z racji na kolor włosów i boską posługę), znalazła wielu miłośników, choć liczni woleliby aby z racji na chociażby kwestię… finansową, skupił się na operze. Ripostując to, sam miał rzec: Nie trzeba nic więcej, nie trzeba słów, tam jest i być powinna tylko muzyka.

A skoro o operze mowa, to program tej części koncertu dopełnią dwie arie: Sposa son disprezzata z opery Bajazet, opowiadającej historię bitwy między tytułowym tureckim władcą, sułtanem Bajazydem, zwanym też Błyskawicą, a Tamerlanem, oraz aria Agitata da due venti z opery La Griselda z ujmującym pełnym iście romantycznych metafor tekstem: Wstrząsana przez dwa wiatry drży fala na wzburzonym morzu, a przerażony sternik już spodziewa się rozbicia statku. Obowiązkowi miłości przeciwstawiające się serce, już nie opiera się i chce się poddać, gdy znowu zaczynasz tracić nadzieję. Obie arie zalicza się do koronnego, popisowego repertuaru mistrzyń barokowej opery.

Znamiennym jest mało znany fakt, iż w liście do Marchese Bentivoglio w 1737 roku pada informacja, iż Vivaldi skomponował 94 opery. Niestety, mniej niż 50 zostało odkrytych, a ich autorstwo jest potwierdzone. Zdumiewającą różnorodnością jest lista artystów, którzy przyznają się do tego, że muzyka Vivaldiego nie tylko ich ukształtowała, ale wręcz wywarła wpływ na karierę. Jeśli postawimy obok siebie jedną z najsłynniejszych śpiewaczek – Cecilię Bartoli i giganta rockowej gitary, Yngwie Malmsteena, to widzimy, że krąg tych postaci jest bardzo szeroki. A jeśli dodać, że muzyka włoskiego kompozytora towarzyszyła w chwilach największej kariery gwieździe futbolu amerykańskiego, Billy Cannonowi (o czym wielokrotnie mówił), to fenomen muzyki Il Prete Rosso jeszcze bardziej zdumiewa.

Szczegóły
Data: 21 stycznia 2023
Czas: 18:00 - 19:00
Miejsce wydarzenia
Zamek Królewski w Warszawie
Adres: Pl. Zamkowy 4
+ Google Map