Figaro tu, Rozyna tam! – maestro.net.pl

Figaro tu, Rozyna tam!

Joanna Tumiłowicz
27.11.2025

Słowa dyrygenta Adama Banaszaka na temat opery Cyrulik sewilski okazały się po stokroć prawdziwe, bo w istocie każda aria, duet, ba, każda scena tej opery Gioacchino Rossiniego jest hitem znanym nawet początkującemu miłośnikowi sceny muzycznej. To jest bowiem najsłynniejsza na świecie opera komiczna, oparta na sztuce Beaumarchais, ale wielokrotnie przewyższająca maestrią i humorem swój pierwowzór.

Cyrulik sewilski jest perłą w koronie każdego teatru operowego także dlatego, że daje pole do popisu wszystkim rodzajom głosu, od tenora do basa, od sopranu koloraturowego do altu. Na przykład partia głównej amantki, czyli Rozyny, ma nawet dwie wersje, w których mogą się wyśpiewać zarówno soprany wysokie jak i mezzosoprany, bo dla nich przewidziano specjalne koloratury albo w górze skali, albo w dole. Jednak to co zrobiła z Cyrulikiem Warszawska Opera Kameralna wykracza jeszcze dalej poza zwyczajowe obyczaje wokalno-teatralne.

Na jubileusz reżysera, prof. Grzegorza Chrapkiewicza dodatkowo ogromny nacisk położono na stronę teatralną, na akcję, grę aktorską, mimikę, gestykulację, ruch taneczny oraz wizualny szał kolorowych kostiumów z wybuchowej wyobraźni autorki ubiorów Anny Chadaj. Zaczyna się to przedstawienie z pozoru bardzo, bardzo skromnie, bo maleńka scena WOK zabudowana jest szarymi ścianami, jakby ogrodzeniami, którymi m.st. Warszawa zasłania place budowy lub do generalnego remontu. Tylko na drugim planie stoi samotne drzewo, które hojnie obrodziło pomarańczami. To wszystko mamy przed oczami, gdy zaczyna się słynna Uwertura Rossiniego. Słyszymy energiczne tony smyczków, ale i trochę nieporadne figuracje oboju, bo to przecież orkiestra dawnych instrumentów, a nie zespół w pełni współczesny. Jednak już w połowie antraktu ta statyczna dekoracja ożywa, wysuwają się spośród wyrw w ogrodzeniu ludzkie nogi, głowy.

Jesteśmy świadkami genialnego w swej prostocie pomysłu scenografa Wojciecha Stefaniaka, który całe „remontowe” ogrodzenie skonstruował z gumowych linek, co to dają się rozciągać i nawet na nich podnosić się do góry. Z tej ukrytej przestrzeni za sceną wyskakują tancerze, chórzyści, soliści, nawet instrumentaliści, jak gitarzysta Wojciech Niemotko wspomagający w Serenadzie Almavivy głos tenora. A ponieważ muzyka tej opery skrzy się rytmicznymi pomysłami do akcji włączono taneczny, zgodny z rozwojem kolejnych melodii, ruch cielesny ułożony przez Ewelinę Adamską-Porczyk. Teraz parafrazując słowa popularnej piosenki, że „cała sala śpiewa z nami”, dodamy jeszcze, że cała sala tańczy. Czy tego aby nie za dużo jak na trudne role wokalne obmyślone przez Rossiniego, gdzie tradycyjnie śpiewak bywał zwolniony z wykonywania żywiołowych ewolucji, aby w spokoju mógł wykonać karkołomne fioritury? W przedstawieniu Grzegorza Chrapkiewicza – nic podobnego. Tutaj śpiewakowi nie dano ani chwili spokoju. Nawet Rozynie – Teresie Marut, gdy śpiewa popisowe frazy, kazano rytmicznie podrygiwać, potem unosić się na ramionach tancerzy, a potem jeszcze wywijać nogami, gdy wróciła na poziom sceny. I co ciekawe, te wysiłkowe ćwiczenia fizyczne nie odbiły się na jakości wokalnego wykonania, choć popisowe góry mogłyby być swobodniejsze i bardziej pionowe, a nie lekko płaskawe. Na zadyszkę wszyscy otrzymali pewnie przepustkę po spektaklu. Aby podkreślić jeszcze jakość oprawy choreograficznej wskażemy na scenę taneczną, rodzaj etiudy rodzajowej, której kompozytor w ogóle nie przewidział. Zamiast pierwotnej burzy, podczas której przed domem Don Bartola i Rozyny ustawiana jest drabina, mieliśmy mini-opowieść o śpiącym posługaczu, któremu nie dano wiele pośpiewać, ale za to musi zatańczyć solo.

Już choćby dla tej oryginalnie wymyślonej onirycznej wprawki warto odkryć w nowym Cyruliku świetne pomysły inscenizatorów. A śpiew? O Teresie Marut, która w roli Rozyny zadebiutowała, będzie się pewnie jeszcze nie raz mówić, Figaro – Hubert Zapiór – dominował nad wszystkimi mocnym i perfekcyjnie postawionym głosem, a dla większego śmiechu dano mu obszerny żółty plecak, jakim posługują się dostawcy pizzy, gdzie jest nawet adres mailowy: www.figaro.com.

Rewelacyjnie popisywał się swoim basem Piotr Miciński dając przy okazji dowód pełnokrwistego talentu aktorskiego. Hrabia Almaviva, wzięty z importu Theodore Browne, miał głos odpowiedni do tej specyficznej roli, choć z precyzją w koloraturach i lekkim przydźwiękiem mógłby jeszcze trochę powalczyć. Don Basilio – Tomasz Kumięga, legendarny ze swą arią o plotce, pokazał, że nawet baryton może stworzyć przekonującą postać, choć wtedy usuwa się za plecy Don Bartola – Micińskiego. Wreszcie swoje pokaźne ciało i przyzwoicie postawiony głos zademonstrowała Berta – Elżbieta Wróblewska, więc nawet w tej drugoplanowej roli mogła zapracować na bardzo zasłużone oklaski.

Był jeszcze barwny Fiorello i Oficer, w podwójnej roli Łukasza Górczyńskiego. Wszystkich można było na niewielkiej scenie pomylić z członkami chóru i tancerzami, z uwagi na ich bajecznie kolorowe stroje. Jak powiedziała pani dyrektor Alicja Węgorzewska na podsumowywującym bankiecie na cześć Grzegorza Chrapkiewicza – nikt nie może powiedzieć, że nie było „na bogato”.

 

Skip to content