Il barbiere di Siviglia / Cyrulik Sewilski

Home / Il barbiere di Siviglia / Cyrulik Sewilski

Gioacchino Rossini
Il barbiere di Siviglia/Cyrulik Sewilski

Opera buffa w dwóch aktach

Kompozytor | Gioacchino Rossini
Libretto | Cesare Sterbini
według komedii Pierre-Augustin Caron de Beaumarchais

Premiera | 20 listopada 2025 r.

 

Realizatorzy

Kierownictwo muzyczne | Adam Banaszak
Inscenizacja i reżyseria | Grzegorz Chrapkiewicz
Scenografia | Wojciech Stefaniak
Choreografia | Ewelina Adamska-Porczyk
Kostiumy | Anna Chadaj
Reżyseria światła | Artur Wytrykus
Projekcje graficzne | Jakub Psuja

Asystent Reżysera | Jacek Ornafa
Asystent Kierownika muzycznego | Miłosz Korpol
Asystent Choreografa | Krzysztof Tyszko

 

Obsada

Hrabia Almaviva | Theodore Browne
Bartolo | Piotr Miciński
Rozyna | Teresa Marut
Figaro | Hubert Zapiór
Don Basilio | Tomasz Kumięga
Berta | Elżbieta Wróblewska
Ambroży | Marek Makowski
Fiorello / Oficer | Łukasz Górczyński
Notariusz | Michał Góral
Gitarzysta | Wojciech Niemotko

Tancerze: Bartłomiej Kamiński, Dawid Pieróg, Krzysztof Tyszko, Rafał Wiewióra

Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej
Kierownik Zespołu Wokalnego  | Krzysztof Kusiel-Moroz

Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV)

Pianoforte | Dorota Stawarska

Dyrygent | Adam Banaszak

 

 

CyrulikSewilskipremiera202539
CyrulikSewilskipremiera202540
CyrulikSewilskipremiera20258
CyrulikSewilskipremiera202526
CyrulikSewilskipremiera202525
CyrulikSewilskipremiera202523
CyrulikSewilskipremiera202541
CyrulikSewilskipremiera20259
CyrulikSewilskipremiera202524
CyrulikSewilskipremiera202517
CyrulikSewilskipremiera202518
CyrulikSewilskipremiera202519
CyrulikSewilskipremiera202520
CyrulikSewilskipremiera202521
CyrulikSewilskipremiera202522
CyrulikSewilskipremiera202516
CyrulikSewilskipremiera202510
CyrulikSewilskipremiera202512
CyrulikSewilskipremiera202514
CyrulikSewilskipremiera202527
CyrulikSewilskipremiera202528
CyrulikSewilskipremiera202515
CyrulikSewilskipremiera202529
CyrulikSewilskipremiera202513
CyrulikSewilskipremiera202533
CyrulikSewilskipremiera202538
CyrulikSewilskipremiera202511
CyrulikSewilskipremiera202532
CyrulikSewilskipremiera202530
CyrulikSewilskipremiera202534
CyrulikSewilskipremiera202531
CyrulikSewilskipremiera202537
CyrulikSewilskipremiera202536
CyrulikSewilskipremiera20251
CyrulikSewilskipremiera202535
CyrulikSewilskipremiera20252
CyrulikSewilskipremiera20253
CyrulikSewilskipremiera20254
CyrulikSewilskipremiera20255
CyrulikSewilskipremiera20256
CyrulikSewilskipremiera20257
previous arrow
next arrow

 

RECENZJE

 

Triumf humoru, barwy i wirtuozerii

Opublikowano: 2025-11-21

Reżyser, znany z bogatego doświadczenia zarówno w teatrze dramatycznym, jak i operowym, odsunął widza od historycznych dekoracji Sewilli, stawiając na uniwersalną, niemal abstrakcyjną przestrzeń scenograficzną Wojciecha Stefaniaka. Jej prostota sprzyjała dynamice aktorów i kreatywności sytuacyjnej, a bogate, efektowne kostiumy Anny Chadaj nadały każdej postaci indywidualny charakter i barwną obecność.

Baryton Hubert Zapiór w roli Figara błyszczał pod każdym względem – zarówno wokalnie, jak i aktorsko. Jego interpretacja łączyła energię, pomysłowość i spontaniczny humor, które są esencją tej postaci. Figaro Zapióra to nie tylko mistrz forteli i intryg, ale również pełnokrwisty bohater, który zaraża widownię radością i wdziękiem.

Pod batutą Adama Banaszaka orkiestra Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense zabrzmiała lekko, precyzyjnie i z polotem. Zespół dobrze wyeksponował rytm, lekkość i komizm muzyki Rossiniego, jednocześnie tworząc warstwę harmoniczną, która idealnie współgrała z aktorskimi interakcjami na scenie. Chór przygotowany przez Krzysztofa Kusiela-Moroza imponował barwą brzmienia i synchronizacją, stając się integralnym elementem narracji. Również wyrazistym partnerem aktorskim.

Chrapkiewicz udowodnił, że klasykę można przedstawić świeżo i z humorem, nie tracąc przy tym dramaturgicznej spójności. Jego „Cyrulik” to spektakl pulsujący rytmem, dowcipem i zaskakującymi rozwiązaniami scenicznymi. Znajdują się w nim chwile absolutnej komedii sytuacyjnej – od zaskakujących wejść aktorów po perfekcyjnie zaaranżowane sceny zbiorowe – które wciągają widza w wir historii i jednocześnie podkreślają uniwersalny charakter opowieści o miłości, sprycie i ludzkiej naturze. Chrapkiewicz pracował z solistami jak z aktorami w teatrze dramatycznym, stąd śmiało można mówić o pełnej teatralizacji partii wokalnych – każdy gest, spojrzenie i interakcja sceniczna były tak dopracowane, że muzyka i aktorstwo stapiały się w jednolitą opowieść, w której humor i intryga „Cyrulika sewilskiego” zyskują dodatkową, żywą ekspresję. Tu warto jeszcze wspomnieć o roli Piotra Micińskiego w roli doktora Bartolo, który doprowadził charakter postaci do maksimum – jego każda mina, przesadne gesty i wyraźnie zaakcentowane reakcje tworzyły mistrzowski portret komicznego antagonisty. Miciński z powodzeniem balansował między groteską a subtelną ironią, czyniąc z Bartolo nie tylko źródło licznych gagów, ale też postać wyraźnie obecnej dramaturgicznej przeciwwagi dla sprytnego Figara. Jego interpretacja podkreślała absurdalność sytuacji, a jednocześnie nadawała spektaklowi głębszą strukturę komediową, czyniąc finałowe intrygi jeszcze bardziej satysfakcjonującymi dla widza.

Znakomita rola Zapióra, udany debiut Teresy Marut w roli Rozyny, bardzo dobra orkiestra pod dyrekcją Banaszaka, fantastyczne kostiumy i przemyślana w każdym detalu i szczególe reżyseria sprawiają, że warszawski „Cyrulik sewilski” należy do tych spektakli, które zobaczyć trzeba koniecznie. To pokaz, że klasyka włoskiej komedii operowej może być współczesna, pełna energii i zachwycać widza każdą minutą.

To przedstawienie jawi się jako modelowy przykład udanej reinterpretacji klasycznego repertuaru operowego, w którym język komedii dell’arte, precyzja muzyczna i współczesne strategie inscenizacyjne pozostają w dynamicznym dialogu. Spektakl ukazuje, że twórczość Rossiniego – dzięki świadomej pracy reżyserskiej i wysokiej jakości wykonawczej – zachowuje pełną aktualność performatywną, a jej potencjał afektywny i strukturalny wciąż może generować żywą reakcję współczesnego odbiorcy.

 

***

Cyrulik sewilski w WOK, reżyserski majstersztyk

Opublikowano: 2025-11-21

https://ruchmuzyczny.pl/article/5810-cyrulik-prawie-idealny

Do przygotowania Cyrulika sewilskiego Rossiniego Warszawska Opera Kameralna zaprosiła Grzegorza Chrapkiewicza, który wraz ze scenografem Wojciechem Stefaniakiem zapewnił spektaklowi prawdziwie pomysłową oprawę. Centralne miejsce zajmuje w niej symbol Sewilli – obsypane pomarańczami drzewo – a otaczają go ściany imitujące na przemian ulicę oraz wnętrze domu, które w zabawny sposób odwiedzają wszystkie postaci. W szaleńczej akcji spektaklu zabrakło jednego – odrobiny umiaru.

Grzegorz Chrapkiewicz wie, jak operę zamienić w teatr, a jego inscenizacje często cechuje właśnie wielość pomysłów. Tym razem dominuje bogactwo wzorów i kolorów w strojach zaprojektowanych przez Annę Chadaj. Podobnie pstrokaty styl obecnie zresztą przeważa w WOK. Na dość małej przestrzeni robi się w Cyruliku sewilskim naprawdę tłoczno, zwłaszcza że oprócz solistów i zespołu wokalnego są też czterej tancerze. Ich dynamiczne, ale jednostajne popisy (choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk) zaczynają nużyć, podobnie jak ciągłe przesuwanie krzeseł w kolejnych ariach i scenach.

Na szczęście premierowa obsada wokalna okazała się wyborna. Najważniejszy – nie tylko dlatego, że w partii tytułowej – jest Hubert Zapiór. Gdy się pojawia, zagarnia dla siebie całą przestrzeń. Ma głos szlachetny i dźwięczny, a prowadzi go z wyczuciem belcantowej frazy oraz niuansów tekstowych. Wnosi też ogromny żywioł, swoim działaniom scenicznym nadając zawsze właściwy sznyt. Dojrzałością aktorską i talentem komediowym zaskoczyła młoda Teresa Marut jako sopranowa Rozyna. Wyśpiewywane przez nią ze swobodą koloratury nie miały w sobie nic z popisu. Potrafiła odpowiednio pogodzić je i z charakterem swojej bohaterki, i z samą akcją. Może powinna jedynie popracować nad wysokimi dźwiękami, by nie były tak wyciśnięte, a zyskały większą lekkość.

Świetnym wyborem okazał się Theodore Browne (Almaviva). To tenor prawdziwie rossiniowski, który w górnych rejestrach brzmi naturalnie, a jego głos ma odpowiednią nośność.
Dobrze przy tym odnalazł się w teatralnej koncepcji Chrapkiewicza. Podobnie bas Piotr Miciński jako Bartolo. Wielu śpiewaków lubi groteskowo przerysowywać tę postać, ale on zbudował ją finezyjnymi środkami – odpowiednim spojrzeniem, uniesieniem brwi, skrzywieniem ust oraz wyczuciem basso buffo. Wbrew swoim warunkom głosowym został natomiast obsadzony baryton Tomasz Kumięga (Don Basilio) i choć aktorsko dopasował się do reszty, zmuszony był śpiewać bardzo siłowo. W pokojówkę Bertę, która jako jedyna z postaci drugiego planu ma własną arię, wcieliła się Elżbieta Wróblewska, udanie włączając się też do mistrzowskich ansambli.

Kierownik muzyczny Adam Banaszak, mając do dyspozycji orkiestrę MACV, uzyskał ciekawą, nietypową jakość brzmienia, także w najsłynniejszych fragmentach. Warto posłuchać tej muzyki również z drugą obsadą, bo jest w niej kilkoro dobrych rossiniowskich artystów.

 

***

 

Cyrulik sewilski w WOK, reżyserski majstersztyk

Opublikowano: 2025-11-21

https://www.okoliceopery.pl/cyrulik-sewilski-w-wok-rezyserski-majstersztyk

Przyznaję, dawno już nie oglądałem na naszych scenach przedstawienia, w którym – jak w szwajcarskim zegarku – wszystkie trybiki idealnie ze sobą współpracowały tworząc zachwycającą całość, co jest zasługą reżyserii prof. Grzegorza Chrapkiewicza. W tym przedstawieniu Warszawskiej Opery Kameralnej nie ma słabych miejsc; jest dynamika sytuacji wykorzystująca każdy moment akcji do budowania humoru podporządkowanego muzyce Rossiniego, i z jej pulsu wywiedzionego. Przez scenę kroczy wspaniała galeria kolorowych i pełnych życia postaci, z których każda chce coś ugrać dla siebie. Właśnie humor postaci i scenicznych sytuacji stał się podstawą reżyserii tego przedstawienia.

Wszędobylski Figaro każdego potrafi wyprowadzić w pole, a pokaźna sumka jaką na początku otrzymuje od hrabiego, wyraźnie dodaje mu inwencji w wymyślaniu kolejnych gagów mających zmylić zazdrosnego i zarozumiałego doktora Bartolo i umożliwić zakochanym kolejną schadzkę. Hrabia Almaviva też zrobi wszystko (przebierze się nawet za kawalerzystę, który żąda kwatery w domu Bartolo) byle tylko spotkać się z ukochaną Rozyną. Wreszcie perełka tej opery Don Basilio diaboliczny, kochający plotki i pieniądze, intrygant. To właśnie oni są motorem napędowym akcji, która zaskakuje młodzieńczą werwą i sytuacyjnym humorem.

Powstały w 1816 roku, w ciągu zaledwie dwóch tygodni, Cyrulik sewilski jest prawdziwą perłą nie tylko wśród dzieł Rossiniego, ale w całej światowej literaturze operowej. Wygwizdany na premierze, oklaskiwany już w trakcie kolejnych spektakli, od blisko dwustu lat bawi publiczność całego świata. Nieprzemijającą popularność zapewniają mu muzyczny humor, pełne melodyjnej kantyleny partie wokalne oraz wartka, pełna zabawnych sytuacji, akcja. Wszystko to można odnaleźć w inscenizacji prof. Chrapkiewicza. Premiera Cyrulika sewilskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej (20 listopada) okazała się prawdziwym świętem włoskiej opery komicznej. Spektakl prof. Grzegorza Chrapkiewicza łączy w sobie inteligentną zabawę teatralną formą z mistrzowskim wykonaniem muzycznym, tworząc widowisko, które zaskakuje wciąż nowymi pomysłami i wciąga od widza od pierwszego momentu w wir scenicznej akcji. Idealnie w pomysły reżyserskie wpisały się nie tylko: urzekająca prostotą scenografia Wojciecha Stefaniaka, efektowne kostiumy Anny Chadaj, świetnie podkreślające charakter każdej postaci. Ale również dynamiczny ruch sceniczny, opracowany przez Ewelinę Adamską-Porczyk.

Znakomicie w tym odnaleźli się wszyscy wykonawcy. W obsadzie prym wiedzie Hubert Zapiór w roli wszędobylskiego Cyrulika. Ten Figaro ma błysk w oku i szelmowską minę, a dobrze brzmiący baryton i aktorska swoboda zasługują na szczególne uznanie. Była to okazja do obcowania z kreacją wokalno-aktorską dużego formatu. Dzielnie mu sekundowała Teresa Marut, dysponująca lekkim, dobrze brzmiącym, sopranem koloraturowym, z czego zresztą zrobiła najważniejszy atut swojej kreacji. Miałem wrażenie, że śpiewanie koloraturowych pasaży o niebotycznie wysokich dźwiękach sprawia jej autentyczną przyjemność. Była Rozyną o dziewczęcym wdzięku i niemałym temperamencie scenicznym, któremu nie brakuje jednak sprytu i umiejętności dążenia do celu. W partii hrabiego Almavivy dzielnie im sekundował Theodore Browne dysponujący interesującym w barwie i brzmieniu tenorem lirycznym. Piotr Myciński w partii szczerze śmiesznego w swojej zazdrości Doktora Bartolo, zachwycał od pierwszego pojawiania się na scenie. Wspaniała mimika, pięknie prowadzony głos, swoboda wokalna pozwalająca na wyśpiewanie wszelkich wokalnych pułapek tej partii pozwoliły mu stworzyć kreację, o której długo będzie się pamiętało. No i przyszedł czas na wykonawcę partii Don Basilia, to wyjątkowa partia w tej operze, z pełnym powodzeniem zmagał się z nią Tomasz Kumięga. W pozostałych rolach mogliśmy podziwiać: Elżbietę Wróblewską jako Bertę, Marka Makowskiego w roli ciągle zasypiającego Ambrożego oraz Łukasza Górczyńskiego w podwójnej roli najpierw Fiorella, później Oficera. Solistom towarzyszył chór solistów przygotowany przez Krzysztofa Kusiel-Moroza.

Muzyka Rossiniego, pod precyzyjną batutą maestro Adama Banaszka, płynęła wartką falą zachwycając świetnie wyważonymi tempami i lekkością. W jego interpretacji były: muzyczny humor, chwila lirycznej zadumy i dobra dynamika pozwalająca śpiewakom na spokojne, naturalne prowadzenie głosu. Na uznanie zasługuje precyzja w prowadzeniu złożonych ansambli, które biegły jak po przysłowiowym sznurku. Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) kolejny raz dowiódł, tą premierą, swojej artystycznej klasy.

Adam Czopek

***

 

Cyrulik sewilski w Warszawskiej Operze Kameralnej

Opublikowano: 2025-11-22

https://www.segregatoraliny.pl/cyrulik-sewilski-w-warszawskiej-operze-kameralnej/

Ta inscenizacja ma kilka wyróżników. Wszystkie znakomite! A są to, przede wszystkim inscenizacja i reżyseria Grzegorza Chrapkiewicza, wymagająca od śpiewaków operowych na równi z pięknym śpiewem wyśmienitego aktorstwa, co wypadło doskonale. Niewielka przestrzeń Teatru WOK pozwala na grę mimiką i spojrzeniami, które są widoczne z każdego miejsca na widowni. A gdy się siedzi w pierwszym rzędzie, odnosi się przyjemniejsze wrażenie niż podczas oglądania na dużym ekranie transmisji z Met, bo wykonawców widzi się nie tylko z bliska, ale na żywo, tu i teraz!Najpierw z pustej sceny rozległo się La-la-ra-le-ra! La-la-re-là!
Tuż przed pierwszym wersem tej arii, brzmiącym tak samo jak jej tytuł Largo al factotum (Zróbcie mi miejsce) spośród konarów wychyliła się głowa Huberta Zapióra (Figara), który w okamgnieniu
Kolorowe, odlotowe kostiumy Anny Chadaj (poproszonej o to szaleństwo w wyglądzie śpiewaków przez reżysera), fantazyjne peruki Bartosza Kamińskiego-Lingo oraz scenografia Wojciecha Stefaniaka, umożliwiająca prześmieszne gagi – jak ulał pasują do koncepcji Grzegorza Chrapkiewicza, który jak by się urodził do inscenizowania oper buffo.
Wszyscy śpiewacy z obsady premierowej, którą widziałam, są wspaniali. Aktorstwem dorównują najlepszym aktorom o komediowym emploi z teatrów dramatycznych. Ładne – wokal i aparycja na tej scenie zawsze idą w parze. Castingi w Warszawskiej Operze Kameralnej (o czym już niejednokrotnie można było się przekonać) są za każdym razem prawie w stu procentach trafione. Nowa inscenizacja Cyrulika sewilskiego w WOK ponownie to potwierdza.
Hubert Zapiór w roli tytułowej jest doskonały. Piotr Miciński obdarzony ogromną vis comica – cudowny. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że ze wszystkich wykonawców partii Bartola z różnych inscenizacji (a widziałam ich całkiem sporo) palmę pierwszeństwa przyznałabym Micińskiemu.

Kolejny wyróżnik najnowszej inscenizacji Cyrulika sewilskiego w WOK to Rossini na dawnych instrumentach, co jest rzadkością w innych teatrach operowych. Bywalcy opery przyzwyczajeni są do brzmienia Cyrulika na instrumentach współczesnych, by nie powiedzieć, że innego nie znają. Jest więc to także niecodzienne doznanie muzyczne w wypadku tego przebojowego dzieła operowego, w którym wiele arii z uwerturą na czele – to szlagiery wyczekiwane przez publiczność.
Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) jest własną orkiestrą WOK, zatem może ona jako jeden z nielicznych teatrów operowych proponować nowe dla słuchaczy, a bliższe czasom kompozytorów brzmienia ich utworów.
Gwarantem wierności wykonania oryginałowi jest kierownik muzyczny MACV – Adam Banaszak, znawca i miłośnik opery, w tym szczególnie włoskiej opery bel canto.

Podczas premiery odbyła się miła uroczystość na cześć Grzegorza Chrapkiewicza z okazji 45-lecia jego pracy artystycznej. Był tort dla wszystkich obecnych, życzenia i odśpiewanie Sto lat. Usłyszenie tej tradycyjnej w takich razach piosenki, śpiewanej głosami operowymi to było coś pięknego!

 

***

 

Premiera „Cyrulika sewilskiego” w WOK: zabawa dźwiękiem i formą, która wywołuje uśmiech

Opublikowano: 2025-11-22

https://www.pap.pl/mediaroom/premiera-cyrulika-sewilskiego-w-wok-zabawa-dzwiekiem-i-forma-ktora-wywoluje-usmiech

„Cyrulik sewilski” Gioacchino Rossiniego w Warszawskiej Operze Kameralnej (WOK) daje widzom radość z możliwości obcowania z arcydziełem muzyki operowej w doskonałym wykonaniu solistów, chóru i orkiestry WOK pod batutą maestro Adam Banaszaka. Idzie to w parze z zabawą formą w spektaklu w inscenizacji i reżyserii prof. Grzegorza Chrapkiewicza. Premiera opery już w czwartek 20 listopada br.

„Cyrulik sewilski” to jedna z najbardziej popularnych oper Gioacchino Rossiniego (1792–1868). Skomponował ją w 1816 r. do libretta Cesare’a Sterbiniego (1783–1831) według sztuki Pierre’a Augustina Caron de Beaumarchaisa (1732–1799). Ta opera komiczna opowiada o miłosnych intrygach, dzięki którym sprytny cyrulik (czyli mężczyzna, który oprócz usług golibrody wykonywał również podstawowe zabiegi medyczne) Figaro pomaga hrabiemu Almavivie zdobyć serce pięknej Rozyny – tymczasem chce ją poślubić jej stary doktor Bartolo, jej prawny opiekun.

Dr hab. Alicja Węgorzewska-Whiskerd, dyrektor WOK, mówi, że najnowsza inscenizacja „Cyrulika” to spełnienie marzeń jej, maestro Adama Banaszaka, kierownika muzycznego orkiestry Musicae Antiquae Collegium Varsoviense oraz prof. Grzegorza Chrapkiewicza, reżysera teatralnego i operowego.

„W WOK króluje barok, Lully, Rameau, Vivaldi. Tutaj króluje Mozart i jego festiwal. Brakowało nam jednak pięknego tytułu rossiniowskiego. Pomyślałam, że »Cyrulik sewilski« jest tą operą, którą publiczność kocha, na co zawsze czeka, na co zawsze przyjdzie. A poza tym lubię spełniać marzenia, nie tylko swoje, ale także ludzi, z którymi współpracuję, którzy są mi bliscy, odcisnęli piętno na mojej drodze artystycznej” – mówi dyrektor Alicja Węgorzewska-Whiskerd.

Dodaje, że taką osobą jest pan profesor Grzegorz Chrapkiewicz, który przyjmował ją na studia w Akademii Muzycznej w Gdańsku. „A teraz pan profesor powiedział, że gdyby to był >>Cyrulik sewilski<< to on chętnie by tę operę wyreżyserował. Ja na to – to się pięknie składa, bo ja również miałam »Cyrulika« w głowie. I okazało, że Adam Banaszak też tęskni i myśli o »Cyruliku«, więc połączyła nas jedność myśli i dlatego mamy premierę »Cyrulika«”– opowiada dyrektor WOK.

W WOK inscenizacja „Cyrulika” prof. Grzegorza Chrapkiewicza nie przenosi widza do XVIII-wiecznej Sewilli. Jak mogli zobaczyć widzowie podczas pokazu prasowego miejsce, w którym piętrzą się intrygi wymyślane przez Figara, aby przechytrzyć czujnego Bartolo, to niesprecyzowana przestrzeń (scenografia Wojciech Stefaniak), służąca śpiewakom do tworzenia dowcipów sytuacyjnych. W kontrze do jej prostej formy pozostają bogate kostiumy (Adana Chadaj) i dynamiczny ruch sceniczny (Ewelina Adamska-Porczyk). Wszystko to podporządkowane jest genialnej muzyce Rossiniego w doskonałym wykonaniu solistów, chóru (przygotowanie Krzysztof Kusiel-Moroz) oraz Zespołu Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) pod batutą maestro Adama Banaszaka.

„Myślę, że dla współczesnego widza będzie to mała lekcja tego, że warto mieć poczucie humoru na każdy temat, czasem wokół poważnych spraw albo tych, które wydają się poważne. To bardzo ratuje i psychikę, i sytuację, i wprawia w dobry nastrój. To jest spektakl, który ani nie jest współczesny, ani nie jest klasyczny. Zawsze moim wielkim marzeniem było wyreżyserowanie »Cyrulika«. Ale jestem głównie reżyserem dramatycznym, więc przywiązuję ogromną wagę do libretta, które nie jest najmocniejszą stroną tej opery. To jest przede wszystkim zabawa formą, dźwiękiem, dialogiem, kostiumem. Nie jest to arcydzieło, po obejrzeniu którego publiczność wyjdzie z jakąś głęboką refleksją. Bardzo bym się radował, jeśliby wyszła z uśmiechem na twarzy” – mówi prof. Chrapkiewicz.

Adam Banaszak, który sprawuje kierownictwo muzyczne spektaklu, przypomina, że Rossini zafascynowany był twórczością Wolfganga Amadeusza Mozarta i Józefa Haydna, a łatwość, z jaką przychodziło mu komponowanie, jest wręcz legendarna. Ponieważ komponował na zamówienie szybko, wykorzystywał w kolejnych dziełach te najbardziej udane fragmenty z poprzednich. Tak było też w wypadku „Cyrulika sewilskiego” – uwertura pochodzi z wcześniejszej opery Rossiniego „Aurelian w Palmirze” z 1813 roku, a także „Elżbieta, królowa Anglii” z 1815 roku.

„Mając zaledwie 16–17 lat Rossini wymyśla pewien swój zestaw chwytów, gagów, ale też zasad konstrukcyjnych, które będzie stosował aż do swojej ostatniej opery. To między innymi słynne crescendo Rossiniano. Czyż można czynić zarzut wobec wynalazcy czegoś tak genialnego jak np. klocki Lego, że niektóre elementy są podobne w różnych zestawach, skoro możemy z nich, oczywiście w obrębie pewnego stylu, pewnej konwencji, stworzyć dosłownie całe światy. A »Cyrulik sewilski« stwarza nam świat absolutnie wyjątkowy, bo to dzieło, które od początku do końca przepowiada radość, szlachetną rozrywkę” – mówi Adam Banaszak.

Dodaje, że we wszystkich dziedzinach sztuki „dużo łatwiej jest rozpaczać, umierać, popełniać przestępstwa z miłości, rozgoryczenia i żądzy”, niż opowiedzieć historię, która jest dowcipna, zabawna, sympatyczna, szlachetna, daje nam wszystkim poczucie komfortu.

„To trochę jak dziś moda kulinarna na comfort food. Można powiedzieć, że »Cyrulik« to comfort music, która daje nam poczucie spokoju, szczęścia i spełnienia” – tak Adam Banaszak używa porównania kulinarnego, gdyż drugą miłością Rossiniego oprócz muzyki było gotowanie.

W wieku niespełna czterdziestu lat Rossini przestał komponować, a zajął się sztuką kucharską. Do dziś przepis na polędwiczki à la Rossini są częścią egzaminu na szefa francuskiej kuchni. To także Giacchino Rossini wprowadził bitą śmietanę jako składnik deserów.

„Ten rys kompozytora, miłośnika życia we wszystkich jego aspektach, słyszalny jest doskonale w każdym takcie i w każdej frazie »Cyrulika sewilskiego«” – podsumowuje maestro Banaszak.

W premierowej obsadzie jako Figaro wystąpi baryton Hubert Zapiór, absolwent Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina oraz nowojorskiej The Juilliard School, laureat wielu międzynarodowych i polskich konkursów wokalnych.

„Mój Figaro jest przede wszystkim szalony. Wszystko, co prowadzi do rozwoju historii, jest wynikiem jego szalonych pomysłów, jego pragnienia, żeby wszystkich zadowolić, żeby ludziom, którym sprzyja, wszystko się udawało. Figaro czerpie radość i szczęście z tego, że jego pomysły wchodzą w życie i wszystko się udaje. Co prawda nie byłoby intrygi, gdyby wszystko się udawało tak, jak on chce, więc są i kłody rzucane mu pod nogi przez Bartola. To one sprawiają, że ta historia żyje i że jest od lat oglądana na całym świecie” – mówi Hubert Zapiór.

Artysta podkreśla, że partia Figara stawia jej wykonawcy duże wyzwania.

„To dużo wysokich dźwięków. Dla barytona lirycznego jest to naprawdę duże wyzwanie, jeśli chodzi o koloratury, jeśli chodzi o skalę, bo rozpiętość jest naprawdę duża. Muszę jednak powiedzieć, że śpiewanie w tym teatrze i z tą orkiestrą jest ogromną przyjemnością i daje duże spełnienie” – zaznacza Hubert Zapiór.

Rossini skomponował „Cyrulika sewilskiego” w ciągu zaledwie dwóch tygodni. Premiera w Rzymie była klapą, publiczność wygwizdała spektakl, ponieważ w tym czasie popularnością cieszyła się opera „Cyrulik sewilski”, skomponowana również na kanwie sztuki de Beaumarchaisa w 1782 roku przez Giovanniego Paisiello (1740–1816). W dodatku podczas premierowego spektaklu doszło do szeregu zabawnych wpadek: na scenę wbiegł kot, jednemu śpiewakowi rozstroiła się gitara, inny przewrócił się i śpiewał z zakrwawioną twarzą. Dopiero kolejne przedstawienia przyniosły operze i jej kompozytorowi uznanie publiczności.

Polska premiera „Cyrulika sewilskiego: odbyła się w 1825 r., także tę operę wystawiono 24 lutego 1833 r. na otwarcie Teatru Wielkiego w Warszawie. WOK prezentowała już „Cyrulika” w inscenizacji Jitki Stokalskiej w 1989 oraz w 2007 r.

 

***

 

Hubert Zapiór jako ekspresyjny Figaro

Opublikowano: 2025-11-22

https://operalovers.pl/hubert-zapior-jako-ekspresyjny-figaro-premiera-cyrulika-sewilskiego-w-warszawskiej-operze-kameralnej/

Ostatni raz gościłam w Warszawskiej Operze Kameralnej podczas premiery Wesela Figara Mozarta w 2019 roku, którą wyreżyserował Grzegorz Chrapkiewicz. Po kilku latach powróciłam na premierę Cyrulika sewilskiego Rossiniego – także w jego reżyserii – która jednocześnie była okazją do świętowania 45-lecia pracy artystycznej twórcy. Cyrulik sięga po wcześniejszy rozdział historii bohaterów, prezentując ich w pełni dynamicznych i komicznych sytuacjach.

W niewielkiej przestrzeni WOK Chrapkiewicz znakomicie wykorzystał minimalistyczną, umowną scenografię Wojciecha Stefaniaka. Centralny punkt stanowi drzewko pomarańczy – subtelny, a zarazem wymowny symbol Sewilli, nadający całej przestrzeni południowy koloryt i klarowną ramę geograficzną. Ograniczona scenografia w niczym nie krępuje narracji; przeciwnie, otwiera szerokie pole dla ruchu i wyrazistych interakcji, dodatkowo podkreślanych przez indywidualizujące postacie kostiumy Anny Chadaj.

Reżyseria Chrapkiewicza w Cyruliku sewilskim rozwija to, co charakterystyczne dla jego stylu: precyzyjne połączenie muzyki z gestem, humor oparty na sytuacji oraz dbałość o aktorską ekspresję w śpiewie. Spektakl prowadzony jest poprzez starannie budowane sceny – klarowne wejścia, dobrze zarysowane ansamble i detale, które nadają rytm całej narracji. Koncepcja pozostaje bliska muzycznej strukturze Rossiniego, a zarazem otwiera operę na współczesny odbiór: przejrzysty, energiczny i rytmiczny.

Hubert Zapiór w roli Figara wyróżnia się w obsadzie – to postać pełna współczesnej energii, dynamiczna, dowcipna i ekspresyjna. Jego interpretacja łączy błyskotliwy humor sytuacyjny z precyzyjnie prowadzonym głosem, dzięki czemu Figaro staje się bohaterem pełnym inwencji i scenicznej charyzmy, wciągającym widza w wir akcji od pierwszych taktów.

Debiutująca w roli Rozyny Teresa Marut pokazuje lekkość i wdzięk, a jej koloraturowy sopran naturalnie podkreśla temperament i spryt bohaterki. Theodore Browne w partii hrabiego Almavivy wnosi liryczną elegancję i ekspresję, tworząc wiarygodną, romantyczną przeciwwagę dla figlarnego Figara.

Piotr Miciński w roli Doktora Bartolo wykreował postać groteskową, a zarazem pełną charakteru, łącząc sugestywne gesty i mimikę z mistrzowską kontrolą głosu, co podkreśla komiczny i wyrazisty rys jego roli. Tomasz Kumięga w roli Don Basilio znakomicie oddał sprytny i przewrotny charakter postaci, wprowadzając do akcji dodatkowy komiczny koloryt. Pozostałe partie – Elżbieta Wróblewska jako Berta, Marek Makowski w roli Ambrożego oraz Łukasz Górczyński w podwójnej roli Fiorella i Oficera – dopełniają barwną i żywą galerię postaci.

Pod batutą Adama Banaszaka orkiestra Musicae Antiquae Collegium Varsoviense zabrzmiała lekko i precyzyjnie. Wykorzystanie instrumentów dawnych nadało muzyce wyraźną barwę i naturalną płynność, pozwalając odczuć rytm, dynamikę i frazowanie w sposób bliższy zamysłom kompozytora. Chór pod kierunkiem Krzysztofa Kusiela-Moroza w naturalny sposób współtworzył narrację, integrując muzykę z akcją sceniczną.

Premiera Cyrulika sewilskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej udowadnia, że klasyka Rossiniego może zachwycać świeżością, rytmem i inteligentnym humorem. Wyrazista reżyseria Chrapkiewicza, kreacje solistów oraz precyzyjna orkiestra Musicae Antiquae Collegium Varsoviense tworzą spektakl pełen energii i przyjemności.

 

***

 

Cyrulik na nowe czasy

Opublikowano: 2025-11-26

https://e-teatr.pl/kurierteatralny-cyrulik-na-nowe-czasy-63954

„Cyrulik sewilski” zachwyca muzyką Rossiniego, ale przeciętne libretto Cesare Sterbiniego może zepchnąć nieuważnych twórców w głębiny operowej naftaliny. Grzegorz Chrapkiewicz przygotował premierę w Warszawskiej Operze Kameralnej z rozmachem i klarowną wizją. Precyzyjnie dobrany zespół współtwórców i wykonawców sprawił, że postaci opery zyskały inteligencję, charakter i fantazję wykraczającą poza zapis nutowy.

Dzieło Rossiniego jest opowieścią o miłosnych intrygach, a jej osią jest relacja pomiędzy trójką bohaterów – cyrulik Figaro pomaga hrabiemu Almavivie uwolnić Rozynę spod władzy zazdrosnego doktora Bartolo, który jest jej opiekunem i sam ma ochotę ją poślubić. Choć fabuła jest naiwna, w interpretacji Chrapkiewicza przemienia się w barwne, zderzające różne światy spotkanie w centrum sewilskiego placu, na którym stoi symboliczne drzewko pomarańczowe.

Scenografia Wojciecha Stefaniaka wprowadza elementy delikatnego odrealnienia, a bogate, pełne koloru i humoru kostiumy Anny Chadaj wzmacniają budowany tu świat fantazji. Bohaterowie wyłaniają się zza ścian zbudowanych z gumowych linek niczym postaci przekraczające granicę codzienności i teatralnej iluzji. W pierwszej scenie tancerze badają ten świat ostrożnie, pół żartem, później wchodzą do niego kolejne postaci – jedne pewnie, inne z pomocą współtowarzyszy. Jest jednak ktoś, kto pokonuje tę granicę bez chwili zawahania.

Figaro w interpretacji Huberta Zapióra pojawia się za każdym razem z brawurą i szaleństwem. W fioletowym kostiumie, płaszczu i z plecakiem stylizowanym na torbę dostawcy cateringu, przypomina bohatera współczesnej kreskówki, którego nic nie jest w stanie zatrzymać. Zapiór zachwyca wokalnie i aktorsko. Jest precyzyjny w geście, uważny w scenach zbiorowych, pewny w solowych popisach. Jego Figaro jest współczesny i żywy, a do tego wręcz magnetyczny.

Równie intensywną osobowością jest Piotr Miciński jako Bartolo. Znakomity bas tworzy postać jednocześnie bufonowatą i wzruszająco komiczną. Chrapkiewicz prowadzi go formalnie, lecz bez skostnienia, a Miciński dzięki świetnej pracy ciałem buduje charakter pełen ekspresji i autoironii. Teresa Marut jako Rozyna wykracza daleko poza stereotyp młodej dziewczyny „do zdobycia”. Jej fizyczność, zmysłowość i subtelna zadziorność tworzą portret bohaterki świadomej swojej wartości oraz oczekiwań wobec życia. To kreacja dojrzała i zapadająca w pamięć. Marut wyrasta tu na jeden z najciekawszych sopranów młodego pokolenia.

Ten świat spaja ruch sceniczny Eweliny Adamskiej-Porczyk. Choreografia buduje pole do dwuznaczności i niuansów. Pracując z tancerzami, chórem oraz solistami, tworzy spektakl utkany ruchem, lekki, precyzyjny i organicznie współbrzmiący z Orkiestrą Instrumentów Dawnych WOK pod batutą Adama Banaszaka.

Odważna i bezkompromisowa inscenizacja, w której autorski rys Chrapkiewicza ani na moment nie przykrywa muzyki Rossiniego, przenosi tę fabularnie prostą historię w świat wyobraźni, pełen zawadiackiego humoru i subtelnej erotyki. Reżyser traktuje buffę poważnie – nie jako muzealny eksponat, lecz jako żywą materię teatralną, która może być jednocześnie błyskotliwa i współczesna.

 

***

 

Figaro tu, Rozyna tam!

Opublikowano: 2025-11-27

https://maestro.net.pl/index.php/11499-figaro-tu-rozyna-tam

Słowa dyrygenta Adama Banaszaka na temat opery Cyrulik sewilski okazały się po stokroć prawdziwe, bo w istocie każda aria, duet, ba, każda scena tej opery Gioacchino Rossiniego jest hitem znanym nawet początkującemu miłośnikowi sceny muzycznej. To jest bowiem najsłynniejsza na świecie opera komiczna, oparta na sztuce Beaumarchais, ale wielokrotnie przewyższająca maestrią i humorem swój pierwowzór.

Cyrulik sewilski jest perłą w koronie każdego teatru operowego także dlatego, że daje pole do popisu wszystkim rodzajom głosu, od tenora do basa, od sopranu koloraturowego do altu. Na przykład partia głównej amantki, czyli Rozyny, ma nawet dwie wersje, w których mogą się wyśpiewać zarówno soprany wysokie jak i mezzosoprany, bo dla nich przewidziano specjalne koloratury albo w górze skali, albo w dole. Jednak to co zrobiła z Cyrulikiem Warszawska Opera Kameralna wykracza jeszcze dalej poza zwyczajowe obyczaje wokalno-teatralne.

Na jubileusz reżysera, prof. Grzegorza Chrapkiewicza dodatkowo ogromny nacisk położono na stronę teatralną, na akcję, grę aktorską, mimikę, gestykulację, ruch taneczny oraz wizualny szał kolorowych kostiumów z wybuchowej wyobraźni autorki ubiorów Anny Chadaj. Zaczyna się to przedstawienie z pozoru bardzo, bardzo skromnie, bo maleńka scena WOK zabudowana jest szarymi ścianami, jakby ogrodzeniami, którymi m.st. Warszawa zasłania place budowy lub do generalnego remontu. Tylko na drugim planie stoi samotne drzewo, które hojnie obrodziło pomarańczami. To wszystko mamy przed oczami, gdy zaczyna się słynna Uwertura Rossiniego. Słyszymy energiczne tony smyczków, ale i trochę nieporadne figuracje oboju, bo to przecież orkiestra dawnych instrumentów, a nie zespół w pełni współczesny. Jednak już w połowie antraktu ta statyczna dekoracja ożywa, wysuwają się spośród wyrw w ogrodzeniu ludzkie nogi, głowy.

Jesteśmy świadkami genialnego w swej prostocie pomysłu scenografa Wojciecha Stefaniaka, który całe „remontowe” ogrodzenie skonstruował z gumowych linek, co to dają się rozciągać i nawet na nich podnosić się do góry. Z tej ukrytej przestrzeni za sceną wyskakują tancerze, chórzyści, soliści, nawet instrumentaliści, jak gitarzysta Wojciech Niemotko wspomagający w Serenadzie Almavivy głos tenora. A ponieważ muzyka tej opery skrzy się rytmicznymi pomysłami do akcji włączono taneczny, zgodny z rozwojem kolejnych melodii, ruch cielesny ułożony przez Ewelinę Adamską-Porczyk. Teraz parafrazując słowa popularnej piosenki, że „cała sala śpiewa z nami”, dodamy jeszcze, że cała sala tańczy. Czy tego aby nie za dużo jak na trudne role wokalne obmyślone przez Rossiniego, gdzie tradycyjnie śpiewak bywał zwolniony z wykonywania żywiołowych ewolucji, aby w spokoju mógł wykonać karkołomne fioritury? W przedstawieniu Grzegorza Chrapkiewicza – nic podobnego. Tutaj śpiewakowi nie dano ani chwili spokoju. Nawet Rozynie – Teresie Marut, gdy śpiewa popisowe frazy, kazano rytmicznie podrygiwać, potem unosić się na ramionach tancerzy, a potem jeszcze wywijać nogami, gdy wróciła na poziom sceny. I co ciekawe, te wysiłkowe ćwiczenia fizyczne nie odbiły się na jakości wokalnego wykonania, choć popisowe góry mogłyby być swobodniejsze i bardziej pionowe, a nie lekko płaskawe. Na zadyszkę wszyscy otrzymali pewnie przepustkę po spektaklu. Aby podkreślić jeszcze jakość oprawy choreograficznej wskażemy na scenę taneczną, rodzaj etiudy rodzajowej, której kompozytor w ogóle nie przewidział. Zamiast pierwotnej burzy, podczas której przed domem Don Bartola i Rozyny ustawiana jest drabina, mieliśmy mini-opowieść o śpiącym posługaczu, któremu nie dano wiele pośpiewać, ale za to musi zatańczyć solo.

Już choćby dla tej oryginalnie wymyślonej onirycznej wprawki warto odkryć w nowym Cyruliku świetne pomysły inscenizatorów. A śpiew? O Teresie Marut, która w roli Rozyny zadebiutowała, będzie się pewnie jeszcze nie raz mówić, Figaro – Hubert Zapiór – dominował nad wszystkimi mocnym i perfekcyjnie postawionym głosem, a dla większego śmiechu dano mu obszerny żółty plecak, jakim posługują się dostawcy pizzy, gdzie jest nawet adres mailowy: www.figaro.com.

Rewelacyjnie popisywał się swoim basem Piotr Miciński dając przy okazji dowód pełnokrwistego talentu aktorskiego. Hrabia Almaviva, wzięty z importu Theodore Browne, miał głos odpowiedni do tej specyficznej roli, choć z precyzją w koloraturach i lekkim przydźwiękiem mógłby jeszcze trochę powalczyć. Don Basilio – Tomasz Kumięga, legendarny ze swą arią o plotce, pokazał, że nawet baryton może stworzyć przekonującą postać, choć wtedy usuwa się za plecy Don Bartola – Micińskiego. Wreszcie swoje pokaźne ciało i przyzwoicie postawiony głos zademonstrowała Berta – Elżbieta Wróblewska, więc nawet w tej drugoplanowej roli mogła zapracować na bardzo zasłużone oklaski.

Był jeszcze barwny Fiorello i Oficer, w podwójnej roli Łukasza Górczyńskiego. Wszystkich można było na niewielkiej scenie pomylić z członkami chóru i tancerzami, z uwagi na ich bajecznie kolorowe stroje. Jak powiedziała pani dyrektor Alicja Węgorzewska na podsumowywującym bankiecie na cześć Grzegorza Chrapkiewicza – nikt nie może powiedzieć, że nie było „na bogato”.

 

***

 

Wystrzałowy cyrulik

Opublikowano: 2025-12-01
Wystrzał petardy z konfetti kończy spektakl w nowej inscenizacji. Nie jest to jedyna atrakcja w przedstawieniu, które urzeka ruchem, tańcem i popisami wokalnymi. Największym walorem stał się beztroski humor nieco archaicznej historii o zalotach młodego hrabiego do pięknej wychowanicy starego doktora, któremu ta para pragnie zrobić psikusa. Perfekcyjne przygotowanie aktorskie obsady śpiewaków zaciera granicę między operą, teatrem komediowym i rewią. Nawet najwięksi sceptycy nie będą się nudzili.

***

 

Cyrulik sewilski, czyli kapsuła z humorem

Opublikowano: 11/12/2025

„Cyrulik sewilski” Gioachino Rossiniego, to według Wiarosława Sandelewskiego arcydzieło prostoty, arcydzieło przeznaczone dla wielkich i dla małych, dostępne dla wszystkich jak powieści Dickensa, jak „Don Kichot” Cervantesa czy komedie Moliera. Nowa inscenizacja Warszawskiej Opery Kameralnej (premiera 20 listopada 2025 roku) wprowadza słuchaczy w potop komizmu, finezyjnego humoru i barwnej ponadstylowości, łącząc wyrazistą charakterystykę postaci z muzycznym impetem.

Cyrulików przybywa ciągle na polskich i europejskich scenach co niemiara – w inscenizacji tej satyry na ułomność ludzką, pełnej sprytu głównego bohatera prowadzącego do „lieto fine”, nie brakuje takiej charakterystyki muzycznej, takiego muzycznego humoru, który uwodzi. Jednocześnie „Cyrulik sewilski” swoją wyrazistą, lecz prostą intrygą nie daje asumptu współczesnym twórcom Regietheater do psychoanalityczno-zmysłowych nadużyć, jak jego sequel według tego samego dramatopisarza – Pierre’a de Beaumarchais – „Wesele Figara” Mozarta, można go więc udowodnić klasyczną inscenizacją.

Taka jest również wizja Warszawskiej Opery Kameralnej. Zamiast jednak nieco dosłownej charakterystyki postaci, jaka kiedyś czasami gościła na tej scenie w stosunku do oper komicznych, inscenizacja Grzegorza Chrapkiewicza, który tym spektaklem święci 45-lecie swojej pracy artystycznej, jest feerią finezji, łączącej różne style z nieodrodną „vis comica”. Przede wszystkim jest to jednak spektakl bez naiwnych aluzji do współczesności, bez splapsticku, za to z intrygującym, czasem surrealistycznym (biorąc pod uwagę rozmach i kolor kostiumów) humorem. Postacie, niby wierne partyturze, strojem i charakteryzacją są określone z fantazją, wzbudzają więc wiele pytań, choć tak naprawdę daleko im do jakiejkolwiek nadinterpretacji czy dezynwoltury. Na niewielkiej scenie WOK udaje się także inteligentnie grać przestrzenią, dzięki sprawnej, choć nieco niedopracowanej pod względem koloru i jakości zastosowanych materiałów scenografii Wojciecha Stefaniaka, którą stanowią przepierzenia z rozciągalnych gumowych quasi-żaluzji. Przez nie wchodzą na główną scenę bohaterowie, na początku zaś, na uwerturze czterej mimowie-tancerze, którzy, w choreografii Eweliny Adamskiej-Porczyk, będą napędzać akcję drugiego planu.

Finezyjny element, na tle zmysłowej scenografii drzewa pomarańczowego (z którego spływa, niczym „deus ex machina” Figaro – Łukasz Klimczak), dostarcza w I akcie grupa muzyków gromadzących się pod balkonem Rozyny – wcielenie hiszpańskiego zespołu, w idealnie czerwonych strojach. Dalej charakterystyka postaci jest niby konwencjonalna, ale za każdym razem – strojem, gestem, impetem – przewrotna i humorystyczna. Hrabia Almaviva (Aleksander Kunach) ukazuje się na początku w rzymskiej fioletowej tunice i żółtych krótkich spodniach. Figaro – idealne wcielenie balwierza i golibrody – w stroju rodem ze współczesnego serialu dla niższych klas społecznych – cały w różu, a swoje rekwizytorium wyjmuje z żółtej torby kurierskiej z jedzeniem. Rozyna również (Zuzanna Nalewajek) zjawia się w przerysowanym, podkreślającym jej mieszczańską zmysłowość, entourage’u – w różowej sukni, zielonym płaszczu z puchu i w różowym, monumentalnym nakryciu głowy.

Do tego trzeba podkreślić wyborne obrazy innych postaci dramatu, zwłaszcza Don Basilia (Artur Janda), który ubrany w długi, zielony płaszcz imitujący jednocześnie komicznie jego garb (tak jakby ktoś chciał go za ten płaszcz powiesić na kołku), blondyn o długich włosach, w okularach, rodzaj spin-doktora – hipisa o przewrotnej minie, robi szczególne wrażenie.

Bartolo (Piotr Miciński), swoim fioletowym płaszczem i peruką blond w pozycji pionowej, zamienianej czasem na łysinę, eksponuje całe swoje stetryczałe skąpstwo. W II akcie, kiedy to akcja odtąd przenosi się do nieco monochromatycznych i zbyt prostych scenografii szarych przepierzeń i metalowych czarnych podestów (á la balkon, na którym ma się ukazać Rozyna) i szarych foteli na kółkach, po których będą zgrabnie skakać bohaterowie, Almaviva, przybierający postać pijaka-żołnierza, pojawia się jako lotnik w stroju zielono-pomarańczowym, później jako Don Alonso przebiera się za uczniaka z wielkimi różowymi uszami. Na scenę wkraczają żandarmi, z rodzaju kampowej parodii amerykańskiego filmu sensacyjnego – w różowych uniformach i ciemnych okularach. W finale nie brakuje akcentów hiszpańskich.

Generalnie cała akcja poprowadzona jest po Bożemu, prostymi metodami jednak nie pozwala snuć nam asocjacji z kiczem (a jeśli jest tu czasami kicz, to bardzo finezyjny, można powiedzieć nad-kicz). Przestrzeń sceniczna jest świetnie zagospodarowana dzięki nieustannej pogoni, ruchowi, zmienności obrazów, barw i zaskoczeń. Ale bez nadmiernych aluzji do współczesności.

Nie byłoby tego spektaklu, gdyby nie znakomita obsada wokalna. Spektakl oglądałem co prawda w drugiej odsłonie tejże, ale wygląda na to, że nie ustępowała ona pierwszej. Wspaniały baryton Łukasz Klimczak, uczestnik Akademii Operowej Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, zafrapował swoim potężnym głosem o szerokiej skali, nasyceniu, znakomitej, bardzo precyzyjnej koloraturze i nieodrodnej „vis comica” (zwłaszcza w fantastycznie zaśpiewanej arii „Largo al factotum”). Aleksander Kunach – tenor – jako Almaviva przekonał bardziej jak zwykle liryczną stroną swojego głosu, niż koloraturowo-belcantową, co nie jest jego najlepszą stroną, był jednak przekonujący aktorsko. Piotr Miciński, bas scen europejskich i pedagog łódzkiej Akademii Muzycznej, mimo, że nie dysponuje głosem o największej szlachetności, ujął znakomitą charakterystyką skąpca i zarozumialca Bartola, co wsparte było na świetnych walorach językowych śpiewaka.

Jego kompan, Don Basilio, to niezrównana kreacja znakomitego, znanego już nam basa Artura Jandy, który do tej roli nasycił swój głos ciemniejszą „profondową” barwą. Zuzanna Nalewajek – mezzosopran, choć jej cavatinie „Una voce poco fa” przydałoby się trochę mniej ciemnego kolorytu dołów, a więcej blasku w górach – w całym spektaklu podbiła publiczność (rozśpiewując się potem) świetną artykulacją tekstu, precyzją koloratury i swobodnym frazowaniem.

Śpiewał Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej, przygotowany tradycyjnie przez Krzysztofa Kusiela-Moroza, chór niestety o nie najlepszej formie i bladej barwie, fantastycznie grała Orkiestra Instrumentów Dawnych WOK Musicae Antiquae Collegium Varsoviense, pod dyrekcją jej szefa, Adama Banaszaka. Dyrygent uczynił wszystko, aby z partytury zrobić rzecz przezabawną, faktury rzeźbił misternie, czasem zmagając się z niedoskonałością historycznego instrumentarium, wspaniale operował nieodłącznymi u Rossiniego crescendami, świetnie współpracował z oddechem śpiewaków, jednak czasem trochę tęskniliśmy do pewnej krągłości fraz w uwerturze, na podobieństwo uwertury do „Kopciuszka” pod dyrekcją José Marii Florência z tym samym zespołem w tej samej instytucji kilka lat temu. Mimo wszystko mieliśmy tu do czynienia z odrębną „licentia poetica”.

„Cyrulik sewilski” w WOK udowodnił, że można stworzyć spektakl barwny, uniwersalny, opierając się na zgodnej z literą dzieła wizji, daleki jednak od niewolniczej mimetyczności czy przaśnego humoru. A więc tradycyjny teatr operowy nie jest tylko zakurzonym, wstydliwym meblem…

***

Kameralna z rozmachem

Opublikowano: 18/12/2025
IDZIEMY

Warszawska Opera Kameralna od ponad 60 lat udowadnia, że niewielka scena może stać się miejscem wielkiej sztuki. Założona w 1961 rv od początku swoją renomę buduje głównie na repertuarze historycznym, dbałości o styl i wyjątkowej bliskości między wykonawcami a publicznością. Najnowsza, listopadowa premiera – przebój wszech czasów „Cyrulik sewilski” Cioacchina Rossiniego – potwierdza mistrzowski poziom inscenizacji WOK-u.

W zabytkowym teatrze przy a1. Solidarności – siedzibie Opery od 1986 r. -wystawiane były zarówno słynne opery barokowe, jak i klasyczne czy wczesno-romantyczne. Chyba najbardziej sztandarowym przedsięwzięciem Warszawskiej Opery Kameralnej jest odbywający się już od 34 lat Festiwal Mozartowski (pierwsza edycja to 1991 r. w 200. rocznicę śmierci Mozarta). WOK – bodaj jako jedyny teatr muzyczny na świecie – prezentował wszystkie opery austriackiego mistrza.

W tym sezonie do repertuaru Opery wróciła w nowej odsłonie jedna z najpopularniejszych oper komicznych wszechczasów: „Cyrulik sewilski”. To dzieło, które od dwóch stuleci nie schodzi ze scen, zachwycając wyjątkowymi melodiami (ze słynną arią Figara, czyli tytułowego Cyrulika – Largo a1 factotum), komediowym zacięciem i niekończącym się łańcuchem rozmaitych gagów. Libretto Cesarego Sterbiniego, oparte na komedii Beaumarchais’go, to opowieść o miłosnych podstępach: sprytny cyrulik Figaro pomaga hrabiemu Alma-vivie zdobyć serce uroczej Rozyny, którą jej zaborczy opiekun, doktor Barto-lo, chce poślubić sam. Rozwijająca się w błyskotliwym tempie intryga prowadzi -jak zawsze u Rossiniego – do szczęśliwego rozwiązania, w którym zwycięża prawdziwa miłość.

Nowa inscenizacja w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza, kierownictwo muzyczne Adama Banaszaka, znakomite wykonanie artystów, ale także praca całego zespołu (scenografia, choreografia, kostiumy) sprawiają, że „Cyrulik sewilski” w Warszawskiej Operze Kameralnej jest spektaklem, który po prostu przynosi radość. Autorzy spektaklu pokazują, jak twórczo można wykorzystać ograniczenia niewielkiej sceny. WOK nie ma okazałego zaplecza technicznego właściwego wielkim teatrom, jednakże spektakle zawsze zachwycają pomysłowością scenograficzną, kostiumową i choreograficzną. Podobnie i w „Cyruliku” – choć scenografia Wojciecha Stefaniaka jest raczej

Jednak opera to przede wszystkim muzyka. Partie wokalne wykonują znakomici bez wyjątku śpiewacy, wśród których jako absolutny mistrz vis comica wyróżnia się Piotr Miciński. Jego Bartolo jest niesamowicie zabawny, wyrazisty, a głęboki bas śpiewaka zachwyca różnobarwnością i nasyceniem. Zuzanna Nalewajek jako pełna temperamentu Rozyna doskonale łączy wspaniałe wokalne możliwości techniczne ze scenicznym wdziękiem. Komediowy potencjał swojej postaci doskonale wykorzystuje również Artur Jandajako drugoplanowy, przekupny Don Basilio. Cała trójka niewątpliwie wnosi na scenę najwięcej radości, świeżości i naturalnego komizmu, dopełniając to oczywiście znakomitym śpiewem.

Kolejny, niezwykle istotny wyróżnik tej realizacji to wykonanie na instrumentach z epoki przez zespół Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. To rzadkość w teatrach operowych – większość słuchaczy zna „Cyrulika” wyłącznie w brzmieniu orkiestry współczesnej. WOK, jako jeden z nielicznych teatrów, dysponuje własnym zespołem instrumentów historycznych, co pozwala usłyszeć Rossiniego w brzmieniu bliższym jego epoce.

Warszawska Opera Kameralna ponownie udowadnia, że nawet na małej scenie można tworzyć niezapomniane inscenizacje, a kameralność nie oznacza ograniczenia. Przeciwnie, staje się impulsem do twórczej odwagi i artystycznej fantazji. W takiej odsłonie Rossini smakuje wyśmienicie.

Skip to content