Warszawska Opera Kameralna od ponad 60 lat udowadnia, że niewielka scena może stać się miejscem wielkiej sztuki. Założona w 1961 r., od początku swoją renomę buduje głównie na repertuarze historycznym, dbałości o styl i wyjątkowej bliskości między wykonawcami a publicznością. Najnowsza, listopadowa premiera – przebój wszech czasów „Cyrulik sewilski” Gioacchina Rossiniego – potwierdza mistrzowski poziom inscenizacji WOK-u.
Idziemy nr 51-52/2025
W zabytkowym teatrze przy al. Solidarności – siedzibie Opery od 1986 r. – wystawiane były zarówno słynne opery barokowe, jak i klasyczne czy wczesnoromantyczne. Chyba najbardziej sztandarowym przedsięwzięciem Warszawskiej Opery Kameralnej jest odbywający się już od 34 lat Festiwal Mozartowski (pierwsza edycja to 1991 r. w 200. rocznicę śmierci Mozarta). WOK – bodaj jako jedyny teatr muzyczny na świecie – prezentował wszystkie opery austriackiego mistrza.
W tym sezonie do repertuaru Opery wróciła w nowej odsłonie jedna z najpopularniejszych oper komicznych wszechczasów: „Cyrulik sewilski”. To dzieło, które od dwóch stuleci nie schodzi ze scen, zachwycając wyjątkowymi melodiami (ze słynną arią Figara, czyli tytułowego Cyrulika – Largo al factotum), komediowym zacięciem i niekończącym się łańcuchem rozmaitych gagów. Libretto Cesarego Sterbiniego, oparte na komedii Beaumarchais’go, to opowieść o miłosnych podstępach: sprytny cyrulik Figaro pomaga hrabiemu Almavivie zdobyć serce uroczej Rozyny, którą jej zaborczy opiekun, doktor Bartolo, chce poślubić sam. Rozwijająca się w błyskotliwym tempie intryga prowadzi – jak zawsze u Rossiniego – do szczęśliwego rozwiązania, w którym zwycięża prawdziwa miłość.
Nowa inscenizacja w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza, kierownictwo muzyczne Adama Banaszaka, znakomite wykonanie artystów, ale także praca całego zespołu (scenografia, choreografia, kostiumy) sprawiają, że „Cyrulik sewilski” w Warszawskiej Operze Kameralnej jest spektaklem, który po prostu przynosi radość. Autorzy spektaklu pokazują, jak twórczo można wykorzystać ograniczenia niewielkiej sceny. WOK nie ma okazałego zaplecza technicznego właściwego wielkim teatrom, jednakże spektakle zawsze zachwycają pomysłowością scenograficzną, kostiumową i choreograficzną. Podobnie i w „Cyruliku” – choć scenografia Wojciecha Stefaniaka jest raczej minimalistyczna, wykorzystuje niezwykle pomysłowe rozwiązania (np. ogrodzenie wykonane z rozciągających się linek, zza których wyłaniają się różne postaci). Choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk wprowadza do inscenizacji element, który w tej realizacji jest jednym z najciekawszych wyróżników: czterech tancerzy występujących w większości scen jako niemi uczestnicy akcji. Ich obecność dodaje spektaklowi lekkości, rytmu i humoru. Kostiumy Anny Chadaj, barwne, czasem nieco przerysowane, z elementami zaczerpniętymi ze współczesnych czasów, składają się na znakomitą inscenizacyjną całość.
Jednak opera to przede wszystkim muzyka. Partie wokalne wykonują znakomici bez wyjątku śpiewacy, wśród których jako absolutny mistrz vis comica wyróżnia się Piotr Miciński. Jego Bartolo jest niesamowicie zabawny, wyrazisty, a głęboki bas śpiewaka zachwyca różnobarwnością i nasyceniem. Zuzanna Nalewajek jako pełna temperamentu Rozyna doskonale łączy wspaniałe wokalne możliwości techniczne ze scenicznym wdziękiem. Komediowy potencjał swojej postaci doskonale wykorzystuje również Artur Janda jako drugoplanowy, przekupny Don Basilio. Cała trójka niewątpliwie wnosi na scenę najwięcej radości, świeżości i naturalnego komizmu, dopełniając to oczywiście znakomitym śpiewem.
Kolejny, niezwykle istotny wyróżnik tej realizacji to wykonanie na instrumentach z epoki przez zespół Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. To rzadkość w teatrach operowych – większość słuchaczy zna „Cyrulika” wyłącznie w brzmieniu orkiestry współczesnej. WOK, jako jeden z nielicznych teatrów, dysponuje własnym zespołem instrumentów historycznych, co pozwala usłyszeć Rossiniego w brzmieniu bliższym jego epoce.
Warszawska Opera Kameralna ponownie udowadnia, że nawet na małej scenie można tworzyć niezapomniane inscenizacje, a kameralność nie oznacza ograniczenia. Przeciwnie, staje się impulsem do twórczej odwagi i artystycznej fantazji. W takiej odsłonie Rossini smakuje wyśmienicie.