Zaginione kolędy
Libretto i muzyka – Jerzy Wołosiuk
Opracowanie dramaturgiczne dialogów, reżyseria i choreografia – Karol Drozd
Wykonawcy – studenci Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie
Premiera 10 stycznia 2026 na scenie Basenu Artystycznego Warszawskiej Opery Kameralnej
Warszawska Opera Kameralna sukcesywnie poszerza repertuar dla dzieci. Do adaptacji dla dziecięcego widza trzech oper Mozartowskich i napisanej specjalnie dla WOK opery dla dzieci Chcę śpiewać, ale nie mam gdzie, doszedł teraz musical, też stworzony na zamówienie WOK. Trwa 55 minut, w sam raz dla kilkulatka.
Zaginione kolędy odwołują się do świąt Bożego Narodzenia, ale w swojej zasadniczej treści mówią o radości bycia razem i przeżyciach, które się zapamiętuje na zawsze. Wizualnym atutem, nie tylko dla smyków, jest ciesząca oko sceneria, którą tworzą jakby wprost wyjęte z bajek kostiumy i projekcje Zuzanny Grzegorowskiej.
Tak jak w adaptacji Czarodziejskiego fletu i Uprowadzenia z seraju, w Zaginionych kolędach wykonawcami są studenci Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. W tym przedstawieniu nie śpiewają operowym głosem, a musicalowym.
Są trzy obsady! Ja widziałam: Darię Domitrz, Annę Kowalewską, Jagodę Król i Mikołaja Kurtasa. Wszyscy troje – sympatyczni, pełni młodzieńczego wdzięku – bardzo podobali się dziecięcej widowni (mnie też!).
Gwoli ścisłości; Daria Domitrz jest już aktorką musicalową i dubbingową, a występująca w innej obsadzie Natalia Jankiewicz – aktorką głosową, skrzypaczką i wokalistką. W przedstawieniu występują jeszcze zawodowi tancerze. Ci sami we wszystkich trzech obsadach: Michał Góral, Jakub Piotrowicz i Sebastian Piotrowicz. Oni wcielają się w postacie nazwane Niemymi Strażnikami i wnoszą do opowiadanej historii duży ładunek dynamiki. Gdy tylko pojawiają się na scenie, nie można oderwać od nich wzroku.
Gra na żywo ośmioosobowy zespół instrumentalny pod dyrekcją autora libretta i muzyki – Jerzego Wołosiuka. Od kierownictwa muzycznego samego kompozytora nie ma już lepszego!
Jerzy Wołosiuk zadedykował Zaginione kolędy: „żonie Ewie i synowi Tomusiowi”. W słowie od autora, zamieszczonym w programie do przedstawienia, napisał: „Chciałem, aby ta opowieść była jak bajka opowiadana przed snem – spokojna, ciepła i taka, do której chce się wracać co roku”.
Zaginione kolędy, rzeczywiście, takie są. W pełni zasługują na to, żeby powrócić na afisz w przyszłorocznym okresie kolędniczym.